Wiesz już czego będziesz szukać.
Teraz musisz się zastanowić z kim.
Wiem, wiem, myślisz sobie: łee...a co to za problem?
No właśnie okazuje się, że bardzo duży. Podobnie jak nie stwierdziłaś, że za mąż wyjdziesz
za pierwszego lepszego (przynajmniej taką mam nadzieję) tak samo rozważyć musisz kogo wybrać na doradcę. Widziałam wiele różnych "zespołów" i wiem jak bardzo mogą pomóc
i jak bardzo zaszkodzić mogą.
za pierwszego lepszego (przynajmniej taką mam nadzieję) tak samo rozważyć musisz kogo wybrać na doradcę. Widziałam wiele różnych "zespołów" i wiem jak bardzo mogą pomóc
i jak bardzo zaszkodzić mogą.
Mit 1: najlepiej z mamą
Pokutuje takie przekonanie, zresztą lansowane bardzo mocno przez panie sklepikowe,
że suknię najlepiej wybiera się z mamą.
że suknię najlepiej wybiera się z mamą.
Czemu one się tak przy tych matkach upierają? a no z bardzo konkretnych względów
(i wcale nie chodzi tu o troskę o młodą) Przede wszystkim jak przychodzisz z koleżanką lub siostrą, to jest duża szansa, że chcecie sobie kiecki po przymierzać dla zabawy, a wiadomo,
że mama - osoba poważna. Nie zwolni się z pracy żeby się na mieście wygłupiać!
że mama - osoba poważna. Nie zwolni się z pracy żeby się na mieście wygłupiać!
Poza tym, kasę na kieckę też daje mama (kolejny stereotyp)
Ja nie twierdzę, że mama jest złym doradcą, twierdzę, że nie jest najlepszym.
Wszystko oczywiście zależy od tego, jaka ta mama jest i ile macie ze sobą wspólnego
(poza nosem, biodrami czy wzrostem)
Wszystko oczywiście zależy od tego, jaka ta mama jest i ile macie ze sobą wspólnego
(poza nosem, biodrami czy wzrostem)
Pamiętać należy, że mama krępować się nie będzie i jeśli uzna, że wyglądasz grubo albo chudo, to Ci walnie prosto z mostu. Pół biedy jeśli ta opinia dotyczyć będzie sukienki.
Taka sytuacja
Taka sytuacja
Przychodzi ładna, szczupła dziewczyna z matką. Wybiera sukienkę. Idziemy do przymierzalni, dziewczyna się rozbiera, Ja chce zakładać na nią sukienkę, a zza pleców jęk matki: o Boże, jakie Ty masz te plecy straszne, dziecko...! Dziewczyna wzdycha, Ja zakładam na nią suknię i sznurując, szukam wzrokiem tych okropności na jej skórze. Znajduję szeroką na 2mm i długą na jakieś 10cm bliznę. Ledwo ją widać. Matka nie przestaje: Nie no, strasznie. Wie Pani co, musimy coś z zakrytymi plecami znaleźć bo to tak nie może być. Albo może bolerko jakieś? Dziewczyna w sukni wygląda pięknie, ale matka nawet na nią nie patrzy. Córka odwraca się przodem i pyta o suknię, próbując zignorować jej utyskiwania nad wyimaginowanym nieszczęściem. Matka w kółko wałkuje temat pleców. Zakładamy drugą suknię. Matka wciąż jęczy. Przy trzeciej sytuacja się nie zmienia więc nie wytrzymuję i tonem nie znoszącym sprzeciwu mówię do niej: proszę wystosować jakiś pozytywny komunikat do córki. Na co słyszę: no...sukienka ładna...
Dziewczyna w końcu nie wytrzymała (choć i tak długo to trwało) i powiedziała do matki: posłuchaj mamo, mam tą bliznę i będę ją miała, ona nie zniknie, więc albo się z tym pogodzisz i przestaniesz ciągle o tym mówić, albo to ostatni sklep do jakiego ze mną weszłaś. Nie wiem na ile to pomogło bo u mnie już niczego więcej nie mierzyła.
Inna za to cisnęła na inną melodię. Kiedy jej córka stanęła przed lustrem, reakcja była bezlitosna. Dziecko, jaka Ty gruba jesteś! No strasznie przytyłaś! Do ślubu masz jeszcze trochę czasu, musisz coś z tym zrobić! Nieszczęsna dziewczyna "kurczy się" i kuli, zniknąć by chciała a matka nie daje za wygraną i postanawia dowalić i mnie. popatrz na Panią, Pani to chyba nic nie je, taka chudziutka!
Niestety w takich sytuacjach bardzo często zawstydzona dziewczyna uznaje, że się jej spieszy jednak i więcej już dziś nie przymierzy i musi już iść. Albo umrzeć.
Są też matki, które krzyczą, że ich córeńka to we wszystkim wygląda pięknie
(g****o prawda i g******a opinia) oraz matki, które faktycznie trzymają kasę i nie pozwalają nawet przymierzyć dziewczynie sukni, która matce nie pasuje.
(g****o prawda i g******a opinia) oraz matki, które faktycznie trzymają kasę i nie pozwalają nawet przymierzyć dziewczynie sukni, która matce nie pasuje.
Żeby nie było! Są też mamy, które się ze swoimi córkami przyjaźnią. Znają je. Wiedzą
w jakim fasonie i kolorze tej dziewczynie będzie dobrze i szczerze wyrażają opinię, nie raniąc jej i nie poniżając. I nie ma znaczenia, ile ich córka ma w pasie i czy ma bliznę na całe ramię.
Te kobiety są w stanie wyjść poza siebie, nie patrzeć na córkę jak na swój awatar, przedłużenie siebie. Widzą ją raczej jako kobietę o takich wadach i zaletach, z takim a nie innym charakterem, która przecież jeszcze wczoraj biegała po placu zabaw a dziś wychodzi za mąż. Czasem zakręci się łezka w oku, ale nie ma tu kompleksów i żali przekazywanych
z pokolenia na pokolenie, które na każdym kroku trzeba wywlec na światło dzienne.
Więc zadanie na dziś: zastanów się kim jest Twoja mama? jaką macie relację?
No i najważniejsze - czy ona wie, w czym Ci dobrze?
w jakim fasonie i kolorze tej dziewczynie będzie dobrze i szczerze wyrażają opinię, nie raniąc jej i nie poniżając. I nie ma znaczenia, ile ich córka ma w pasie i czy ma bliznę na całe ramię.
Te kobiety są w stanie wyjść poza siebie, nie patrzeć na córkę jak na swój awatar, przedłużenie siebie. Widzą ją raczej jako kobietę o takich wadach i zaletach, z takim a nie innym charakterem, która przecież jeszcze wczoraj biegała po placu zabaw a dziś wychodzi za mąż. Czasem zakręci się łezka w oku, ale nie ma tu kompleksów i żali przekazywanych
z pokolenia na pokolenie, które na każdym kroku trzeba wywlec na światło dzienne.
Więc zadanie na dziś: zastanów się kim jest Twoja mama? jaką macie relację?
No i najważniejsze - czy ona wie, w czym Ci dobrze?
Jeśli masz wątpliwości, ale jednak chcesz żeby wzięła jakiś udział w poszukiwaniach, to pozostaje Ci opcja bezpieczna. Wstępny rekonesans robisz sama albo z kimś innym.
Mamie "pozwalasz" wybrać z pośród swoich typów.
Mamie "pozwalasz" wybrać z pośród swoich typów.
W kolejnej notce o koleżankach.
Ps.Troszkę mnie tu nie było i nawet się zastanawiałam czy wracać, ale nie lubię zostawiać rzeczy nie dokończonych. Oby wystarczyło zapału, żeby dotrwać do "ślubu".
Pozdrawiam, jeśli ktoś w ogóle to czyta ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz